Reklama

AdSense:

Linki sponsorowane

Urynkowieni naukowcy / Czy polska akademia informatyczna zacznie współpracować z przemysłem?

KOMPUTERY I BIURO nr 21 dodatek do GW Katowice nr 118, wydanie kak z dnia 23/05/1995 , str. 5

Jak wynika z doświadczenia zachodnich państw, jedyną szansą, by zapobiec katastrofie polskiej edukacji informatycznej, jest poddanie jej prawom rynku. Niestety, akademia broni się przed urynkowieniem lub też sprowadza go do szarej strefy. Akademia i przemysł to dwa różne światy. Współpracę wymusza szybki postęp, któremu samodzielnie nie są w stanie sprostać firmy. Biznes potrzebuje zarówno okazyjnego kontaktu z doświadczonymi konsultantami, poważnych badań naukowych, jak i jest w stanie wchłonąć całą produkcję właściwie dla jego potrzeb wykształconych inżynierów. Za te usługi gotów jest sowicie zapłacić. W Polsce słychać coraz poważniejsze narzekania na sytuację uczelni. - Z 25 moich doktorów, żaden nie pracuje dziś w instytucie - alarmował podczas "Ogólnopolskiego Forum Teleinformatyki", które odbyło się dwa tygodnie temu w Krakowie prof. Władysław Turski - luka pokoleniowa ostatnich 10 lat jest większa niż po wojnie. Oczywiście przyczyną takiego stanu są zarobki naukowców nieraz dziesięciokrotnie niższe niż ich kolegów o podobnie wysokich kwalifikacjach, tyle że zatrudnionych w firmach. Wykwalifikowani informatycy masowo odchodzą z uczelni do przemysłu, albo wyjeżdżają za granicę. Kadry te mają kluczowe znaczenie dla przyszłości polskiej gospodarki. Żeby je zatrzymać, trzeba im zapewnić dużo lepsze warunki. Tymczasem trudno sobie wyobrazić, by na tej samej uczelni zaakceptowano dużo wyższe zarobki informatyka w porównaniu do np. matematyka. Dlatego jedyną szansą na dziś wydaje się ścisła współpraca polskiej nauki z przemysłem. Obustronne korzyści Największe amerykańskie firmy, jak [,Hewlett Packard', firma] czy [,Sun', firma], chętnie sponsorują uczelnie. Nie ma się im co dziwić - wiele udanych rozwiązań stosowanych dziś powszechnie w przemyśle (Unix BSD, Internet, X11,...) stworzyli studenci w ramach projektów na uczelniach. Dlatego też opłaca się im m.in. organizować dla studentów praktyki i staże. Taka praktyka traktowana jest poważnie przez obie strony. - Na każdej uczelni jest biuro, które pośredniczy w znalezieniu odpowiedniego stażu; mają oferty z całego kraju. Firmy kształcą sobie przyszłych pracowników, studenci zarabiają i wszyscy są zadowoleni - mówi stypendysta z USA. Oczywiście nic nie dzieje się kosztem nauki np. atrakcyjne roczne stypendium w [,Microsoft', firma] obwarowane jest koniecznością kontynuowania po nim studiów, napisania raportu i wykonania projektu w oparciu o zdobyte doświaczenia. W zamian otrzymuje się punkty do przyszłego dyplomu. Podobny system sprawdził się w Anglii, a nawet w dość "akademickiej" Francji. - Absolwenci, którzy mieli praktykę, są od razu przyjmowani do pracy na pełnych prawach, a nie na "przyuczenie" czy okres próbny - twierdzi absolwent niewielkiej brytyjskiej uczelni. Oczywiście studia są odpłatne, ale jeśli ktoś ma tak jasne perspektywy co do znalezienia dobrze płatnej pracy, wówczas zwrot nisko oprocentowanego kredytu rządowego specjalnie go nie przeraża. Nikogo nie dziwią też popularne na Zachodzie stypendia fundowane. Studia to inwestycja Pomysł, aby studia przygotowujące do zawodu informatyka były odpłatne pojawia się m.in. w raporcie z I Kongresu Informatyki Polskiej, który odbył się w grudniu ubiegłego roku. Co ciekawe, popierają go często sami studenci. Nie ma bowiem co ukrywać, takich studiów nie wybiera się, żeby "sobie trochę postudiować", tylko po to, by mieć w przyszłości atrakcyjną, dobrze płatną pracę. Młodzi ludzie nawet w Polsce traktują już studia jak inwestycję. Oczywiście wraz z wprowadzeniem odpłatności należy stworzyć system stypendiów, kredytów i wreszcie wypracować wzorowane na zachodnich mechanizmy współpracy z przemysłem: zarobkowe praktyki, staże, stypednia fundowane, sponsoring. Już dziś wielu naszych studentów informatyki w trakcie studiów podejmuje zarobkową pracę w swoim przyszłym zawodzie. Niestety brak instytucji, która by pośredniczyła w takich praktykach oraz zainteresowania uczelni tak zdobywanym doświadczeniem prowadzi do tego, że młodzi ludzie zaniedbują naukę na rzecz zupełnie przypadkowych zajęć "informatycznych" np. handlu częściami komputerowymi. Mimo problemów są pierwsze jaskółki: niepaństwowe szkoły o uprawnieniach uczelni wyższych, a także odpłatne studia podyplomowe na państwowych uczelniach. Szkoły niepaństwowe, powstałe z udziałem kapitału zagranicznego, obecnie przejmują część najlepszej kadry dydaktycznej, nie dopuszczając do jej utraty na rzecz biznesu - zauważa raport. Najbardziej znaną tego rodzaju uczelnią jest poznańska EFP, w której studia są nieodpłatne, natomiast pieniądze na pensje wykładowców i bogate wyposażenie pochodzą od zainteresowanych przyszłymi kadrami firm telekomunikacyjnych. Czy taki model się sprawdzi w Polsce, przekonamy się, gdy będą pierwsi absolwenci - czyli już w tym roku. Co jest patologią Według raportu, w Polsce dobry jest poziom różnego rodzaju specjalistycznych szkoleń i kursów. Niestety bywa, że kursy te prowadzone są w uczelnianych pracowniach (zwłaszcza, gdy wymagają sprzętu innego niż PC), które i bez tego są przepełnione. Korzyści jakie w tym przypadku z kontaktu z biznesem odnosi uczelnia są żadne. Odnoszą je natomiast pracownicy uczelni. To, że pracownicy akademiccy, dorabiają sobie w biznesie nie jest naganne. Zachodnie uczelnie słusznie uważają, że kontakt z przemysłem da im nowe doświadczenia, przydatne w pracy dydaktycznej. Podobnie jak w przypadku praktyk studenckich wypracowano mechanizmy odpowiednich zleceń. Uczelnie i wykładowcy starają się, by taka praca wiązała się ściśle ze specjalnością naukowca. Aby pracownik nie poświęcał pracom zleconym zbyt dużo swej energii, ogranicza się liczbę godzin poza uczelnią np. do 8 tygodniowo. Na więcej potrzebna jest zgoda. Nawet na renomowanych polskich uczelniach technicznych proceder ten przybiera postać patologiczną. - Niestety miałem okazję być na wykładach tego samego faceta na uczelni, jak i poza. Na uczelni to była chałtura (macie tu literaturę i sobie poczytajcie) - twierdzi absolwent Politechniki Warszawskiej. Gdzieindziej bywa jeszcze gorzej i nikogo specjalnie nie dziwi, gdy wykładowca pojawia się w semestrze 2-3 razy. Pracodawca udaje, że o niczym nie wie, aby tylko nie stracić kolejnego fachowca. Dla wykładowców uczelnia zaś pozostaje coraz częściej prywatnym warsztatem, miejscem wypoczynku czy wręcz skrzynką kontaktową dla "podłapania kolejnej fuchy". Naprawdę rzadko w Polsce zdarza się, by na podwójnej pracy naukowców korzystały uczelnia, wykładowcy i studenci. Tak jest na Politechnice Wrocławskiej, zdaniem jednego z jej absolwentów. Kadra instytutu, która prawie cała tworzy znaną firmę integracyjno-sieciową, często dzieli się ze studentami bezcennym doświadczeniem zdobytym przy realizacji dużych projektów informatycznych. Problem styku przemysł - akademia musi szybko doczekać się w Polsce rozwiązania. Choćby dlatego, że jak pisze w swej książce Iszkowski, firmy, które chętnie przekazywały uczelniom sprzęt na korzystnych warunkach, dziś obawiają się, czy w tej sytuacji jest on w ogóle właściwie wykorzystywany. Kto powinien znaleźć rozwiązanie? Z pokongresowych wniosków wynika, że wszyscy: uczelnie, firmy i państwo. - Firmy stanowczo za mało oddają uczelniom ze swojej edukacji - twierdzi prof. Turski, a cytując kanadyjskiego noblistę dodaje: zgubne jest przeświadczenie, że w gospodarczo trudnych czasach należy skoncentrować się na żniwach, a nie na siewie.

Źródło: GW



nowa Ewa kurs pozycjonowania odżywki na masę piżama apteka